3.

niedziela, 28 września 2014

Rozdział trzeci: Nowa ojczyzna.

Wszyscy stali w miejscu wpatrując się uśmiechniętą od ucha do ucha czarownicę. Nie mogli uwierzyć własnym oczom, że ich szefowa jest w pokoju cała i zdrowa.
- No i co się tak patrzycie, jak sroka w gnat? Integral jest tutaj - warknęła Elizje. - Ruszcie się - dodała, odwracając się do nich plecami. Ukucnęła przed siostrą cioteczną. - Teraz już niczego nie musisz się obawiać. Jestem tu i nikt więcej cię nie skrzywdzi, mała - zaszeptała. - Masz wypij to - podała jej małą fiolkę, stojącą na stoliku nocnym, zawierającą mleczno niebieski płyn.
- Co to jest? - zapytała niepewnie Integral.
- Eliksir. Pozwoli ci zregenerować siły - mruknęła. - Po tym zaśniesz na jakiś czas. - Gdy to rzekła, Integal wypiła całą zawartość buteleczki. Z początku myślała, że w smaku będzie ohydne i go zwymiotuje, ale było inaczej.
- Nawet dobre - pochwaliła eliksir.
- Nie dostaniesz więcej, bo nie można przesadzać - syknęła wiedźma, widząc niemą prośbę blondynki. - I nie patrz tak na mnie. Nie zmienię zdania - dodała, kierując się do wyjścia. - Alucardzie, myślę, że naprawisz to, co zniszczyłeś. Integral musi mieć spokój i trochę intymności - zaszeptała do ucha wampira, mijając go. Ten popatrzył na nią wściekle i również wyszedł. Pozostał Walter i Seras.
- To ja przygotuję może posiłek panience - rzekł, lekko kłaniając się do kobiety.
- Nie wiem, za ile i jak długo ten eliksir będzie działał, więc może później coś zjem - mruknęła, zaczynając ziewać. Położyła się na łóżku i po chwili zasnęła.

Tylko Elizje nie przewidziała jednego, że Nosferatu wpadnie w taką furię. Kobieta skierowała się od łazienki, gdyż ten, którego pozostawiła przy życiu, strzelił do niej. Rany z początku nie wyczuwała, będąc zajętą myślami o Integral, ale teraz ból dał o sobie znać. Stanęła przed lustrem, zdjęła ubranie i zaciskając mocno szczękę, poczęła wyciągać kulę z ciała. Wszystkiemu przyglądał się Nosferatu. Po chwili odchrząknął znacząco, na co kobieta szybko się odwróciła i wpatrywała się niemo w jego twarz. Krew zaczęła coraz bardziej sączyć się z rany.
- Widzę, że jednak ktoś cię zranił - rzekł cicho, podchodząc do niej powoli.
- Wyjdź - rozkazała czarownica, trzymając już kulę w dłoni.
- Nie - prychnął. - Mówiłem, byś nie ruszała się z miejsca. Ale ty ciągle chcesz postawić na swoim. Teraz spotka cię kara - dodał, uśmiechając się perfidnie. Nim się spostrzegła, złapał ją za nadgarstki i tak trzymając przycisnął do ściany.
- Puść mnie - warknęła. Ten tylko wzruszył ramionami i mocniej zaciskając dłonie na jej przegubach, począł się schylać do rany. Z początku tylko wciągał nosem zapach krwi, lecz potem leciutko, by nie zrazić kobiety, polizał. Ta szarpnęła się, lecz nie mogła wyswobodzić się. Alucard nic sobie nie robiąc z protestów czarownicy, przyssał się do jej ciała i upił kilka łyków. Oblizując wargi z zachwytem spojrzał na Elizje.
- Pyszna, nie sądziłem, że będzie lepsza od krwi Mistrza. Zaraz przestanie się sączyć. - Zaszeptał jej do ucha. No i tak się stało, po ranie nie było ani śladu.
- Sama bym sobie poradziła, cholerna pijawko - prychnęła ze złością.
- Hm, moja droga, nie mam zamiaru się więcej powtarzać - zaczął się powoli irytować.
- A tak poza tym, to masz plan jak nas stąd wydostać? - Zmieniła zgrabnie temat. Mimo, że nadal ją trzymał w żelaznym uścisku, humor jej się poprawił. A to dlatego, że nie musiała pić tego paskudnego eliksiru leczącego, po którym czułaby się znacznie gorzej.
- Co?
- Jeśli nic jeszcze nie załatwiłeś, to mam propozycję. Bilety lotnicze do Sibiu są już wykupione, tylko trzeba potwierdzić rezerwację. Lot za trzy godziny. Potem przesiadamy się do pociągu do Bukaresztu, stamtąd pojedziemy do mojej posiadłości samochodami - wyjaśniła rzeczowo białowłosa. Alucard pokiwał głową z uznaniem. Nie sądził, że tak szybko ona może coś załatwić.
- No, no. Jestem pod ważeniem. Jak tak, to przebierz się i upodobnij do tego zdjęcia - odrzekł, puszczając kobietę i podając jej paszport. Przechylił głowę nieznacznie i obserwował jej reakcję uważnie.
- Hm, nawet, nawet. Walter jest zdolnym fałszerzem - miała coś jeszcze dodać, kiedy zobaczyła pod jakim nazwiskiem będzie się przemieszczać. Z początku jej oczy poszerzyły się, nie dowierzając w to, co było tam napisane. Potem ciśnienie jej wzrosło i wybuchła. - TEPES!?! CO TO MA ZNACZYĆ?! Wyjaśnij mi to wampirze!!!
- Będziemy udawać małżeństwo - uśmiechnął się.
- Oszalałeś?! Nie zgadzam się!
- Nic już nie zrobisz. No i ciszej, bo zbudzisz Mistrza i jeszcze tu wpadnie - dodał, patrząc znacząco na strój wiedźmy. Ta tylko łypnęła groźnie.
- Pożałujesz tego, pijawko - warknęła.
- Ach, byłbym zapomniał - chwycił jej prawą dłoń i wsunął na palec obrączkę. - Jak mamy być małżeństwem, to i to musimy nosić - mruknął z przekąsem. - A teraz kochanie, przebierz się w spokoju - dodał i wyszedł. Kobieta wściekle uderzyła w ścianę obok drzwi. Ubrała się w ciemną bluzkę i związała w ciasny kok włosy. Po czym nałożyła perukę, lekko umalowała się i założyła soczewki kontaktowe, lecz po ich nałożeniu łzy napłynęły jej do oczy. Nie była przyzwyczajona do tego. Integral wstała godzinę później i Seras pomogła jej się przygotować. Kiedy byli już na lotnisku rozdzielili się, tak jak zaplanowali. Czarownica usiadła od okna, mając nadzieję, że będzie obok niej Integral, lecz miejsce zajął jakiś obcy mężczyzna.
- Jeśli nie przeszkadzam, to miło nawet poznać tak piękną i uroczą kobietę - odezwał się. Elizje popatrzyła na niego z niechęcią i już chciała wstać by zmienić siedzenie, lecz pojawił się Alucard.
- To miejsce jest moje - syknął do siedzącego faceta. Ten się speszył i szybko odszedł. - Czego chciał ten parszywiec?
- Obchodzi cię to? Myślałam, że będziesz siedział obok niej - mruknęła. Wiedział kogo ma na myśli, uśmiechnął się lekko.
- Jakbym mógł siedzieć dalej od mojej żony? To nie wypada, a poza tym ktoś chciał cię podrywać. Jesteś moja - rzekł, łypiąc od czasu do czasu na kobietę.
- Żony? Weź mnie nie rozśmieszaj! - prychnęła nieco głośniej, lecz potem zniżyła głos do szeptu. - Ty i ta twoja farsa. Jednak muszę cie rozczarować. Nie jestem niczyją własnością. ROZUMIESZ?! - warknęła gniewnie.
- Moja piękna, nie złość się aż tak - odparł, pochylając się bardziej do czarownicy, tak by tylko ona mogła usłyszeć co ma jej do powiedzenia. - Posłuchaj, nie możesz się narażać, tak samo jak reszty. To po pierwsze. Po drugie nie należę do typa, który lubi się czymś dzielić.
- Nie jestem rzeczą!
- Nie przerywaj mi kochana - szepnął. - Nikomu nie pozwolę cię dotknąć!
- A jak ty to sobie wyobrażasz? Chcesz mnie trzymać w klatce? - oburzyła się białowłosa.
- Nie skarbie - roześmiał się lekko. Objął ramieniem Elizje i przysunął ją do siebie. - Uspokój się moja droga, lot jest długi. A przed nami jeszcze kilka dni w podróży. Nie będę cię cały czas pilnował, ale chcę byś wiedziała, czego ja oczekuję.
- Słucham? - oderwała się od jego ramienia. - Masz jeszcze jakieś wymagania wobec mnie? - prychnęła czarownica, z narastającą furią w głosie.
- Kochanie, spokojnie. Nie mówię, że będziesz mi prała i gotowała, to nie przysługuje hrabinie. Chcę tylko byś mnie słuchała. I nigdy, przenigdy nie okłamywała - mruknął, przyciągając ją mocniej do siebie i całując we włosy. Przy tym wciągnął do nosa jej zapach. - Nie szarp się tak, bo zwracamy większą uwagę innych na nas. - Po tych słowach natychmiast przestała się od niego siłą odsuwać. Do końca lotu siedziała sztywno i milczała. Alucard nic sobie nie robił z fochów kobiety i rozluźniony czekał aż wylądują.

Kiedy to nastąpiło i byli już niedaleko taksówek, czarownica odeszła od mężczyzny, prychając jak rozjuszona kotka, na wszystko i wszystkich, którzy byli w zasięgu jej wzroku. Wsiedli do pojazdu, który zawiózł ich na stację kolejową. Stamtąd udali się w kierunku Bukaresztu. Ponownie Eris i Alucard musieli siedzieć razem, a Integral z Walterem i Seras w drugim przedziale, przez co czarownica jeszcze bardziej spochmurniała. Gdy już znaleźli się na peronie, przechodnie widząc minę kobiety, od razu usuwali się jej z drogi, a Alucard podążał za nią niczym cień, za nimi jak na komendę szli Integral, bardzo zaciekawiona złym humorem siostry, Walter i Seras rozmawiając o czymś nie istotnym, udawali, że nie widzą jak zachowuje się białowłosa.
- Dobra, Integral jedziesz ze mną - zakomunikowała Eris, przystając przy jednym z SUV. - Wy pakujecie się do drugiego auta.
- Nie - syknął rozbawionym głosem Nosferatu. - My jedziemy razem, a mistrz i oni drugim. Z tego powodu, że podróż była dla ciebie ciężka i nie jesteś wystarczająco wypoczęta, by dobrze kierować autem - dodał, odpowiadając na niewypowiedziane przez czarownicę pytanie. - Przy oblodzeniu i szybkiej prędkości wpadłybyście w poślizg i musielibyśmy wasze resztki zbierać z drogi.
- Elizje, jedyny raz muszę mu przyznać rację - odezwała się Integral, kiwając głową, na znak, że zgadza się ze słowami wampira. - Widać po tobie, że wykorzystujesz resztki swych sił.
- I ty... - zaczęła, lecz Alucard wziął ją pod rękę i wsadził do samochodu. Inni zaraz usadowili się do drugiego i ruszyli w dalej w drogę.


1 komentarze:

Unknown pisze...

Super opowiadanie kiedy next 😘

Prześlij komentarz