2.

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział drugi: Wyrok.


 Integral siedziała w celi, powoli delektując się już kolejnym cygarem, kiedy do środka weszło dwóch strażników. Rozejrzeli się po pomieszczeniu i uśmiechnęli lekceważąco.
- Pójdzie pani teraz z nami. Za godzinę odbędzie się pani rozprawa w sądzie – rzekł jeden z nich, oczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony kobiety. „Cóż, to już koniec.” Pomyślała gorzko, gasząc cygaretkę w popielniczce i podchodząc do żołnierzy. Ci wzięli ją pod ręce i wyprowadzili z celi.
- Mogę iść sama, przecież nie ucieknę – prychnęła do nich. Puścili ją bez słowa. Szli korytarzami odprowadzani wzrokiem kolejnych mijanych strażników. Jeden tylko zasalutował blondynce, co ona przyjęła z półuśmiechem.


Będąc już w sądzie na krótko przed rozprawą spotkała się ze swym prawnikiem.
- Jak się pani czuje? - spytał uśmiechając się jakoś dziwnie. "Ciekawe jak zareagujesz, kotku, kiedy usłyszysz wyrok" - przebiegło mu przez myśl, lecz nie dał tego po sobie poznać. Wolał zachowywać pozory, że jest po jej stronie. A prawda była zupełnie inna. Teraz liczą się pieniądze i możliwość wejścia do najściślejszego kręgu osób rządzących. Tak więc, prawnik Integral Hellsing zgodził się na współpracę z jednym z Rycerzy Okrągłego Stołu, Sir Penwoodem. Ten mu zapłacił sporą sumę pieniędzy by adwokat nie próbował w żaden sposób bronić pannę Hellsing.
- W sumie to znudzona tym oczekiwaniem na wyrok. Wolałabym żeby było już po, wtedy mogłabym o nic się nie martwić – odparła patrząc obojętne na ludzi ją mijających. Nie miała najmniejszej ochoty na podtrzymanie rozmowy. Intuicja jej podpowiadała, że ten człowiek nie jest tym za kogo się podaje, nie jest po jej stronie i w razie czego nic nie zrobi. W takim razie, nie widziała żadnego powodu by z nim rozmawiać na jakiekolwiek tematy.
- Myślę, że nie powinno to trwać długo. Ogłoszą wyrok i tyle – niby chciał ją pocieszyć, ale nie bardzo się starał. Kobieta nic na to nie odpowiedziała. Popatrzyła zimnym wzrokiem na strażników zbliżających się nich obojga i po chwili weszli na salę rozpraw. Blondynkę zaprowadzono do miejsca dla oskarżonych, a jej adwokat usiadł na krześle poniżej jej stanowiska. Niedługo potem, do sali weszło trzech starszych mężczyzn ubranych w czarne togi a na głowach mieli peruki. Spojrzeli krzywo na kobietę i usiedli na swych miejscach. Niewielu było też obserwatorów rozprawy. Sędziowie w milczeniu zaczęli przeglądać dokumenty dotyczące ataku Incognito na stolicę i napisany pochyłym pismem krótki list podpisany przez Przewodniczącego Rycerzy Okrągłego Stołu.
- Sir Integral Fairbrooke Wingates Hellsing, proszę wstać. – Odezwał się głośniej jeden z sędziów. Kiedy głowa rodu Hellsing wykonała polecenie, on kontynuował – została pani oskarżona o niedopełnienie obowiązków, w wyniku czego ucierpiała większa część miasta: domy, sklepy, szkoły, przychodnie, ludność w liczbie dziewięciuset pięćdziesięciu pięciu tysięcy dwustu osiemdziesięciu siedmiu, zniszczony został zabytkowy Big Ben. Z powodu pani błędu, zostaje pani odebrany tytuł szlachecki oraz wszelkie przywileje z nim związane. Posiadłość jak i ziemie do niej przylegające, dowództwo organizacją Hellsing przechodzą w ręce rządu. Czy jest pani gotowa wysłuchać dalszych rozporządzeń? - spytał mężczyzna siedzący między swymi kolegami. Patrzył surowo, ale tak jakoś inaczej, bez tego chłodu i wyższości. Sam miał wątpliwości co do samego wyroku, lecz nic nie mógł na to poradzić. Królowa wydała taki nakaz, więc nie mógł się sprzeciwić.
- Jestem gotowa – odpowiedziała, choć głos jej zadrżał. Nie sądziła, że tak zostanie obalona. Za tyle lat ochrony tych ludzi, zabiorą jej wszystko. Organizacja była jej życiem, jej domeną i przyszłością. Teraz obdarli ją ze wszystkiego, co posiadała.
- Zatem ogłasza się panią winną, a karą za to będzie – zrobił pauzę dla podkreślenia chwili. - Śmierć przez gilotynę – dodał i sam usiadł ciężko na swym miejscu. Integral zatkało. Nie wiedziała czy ma się śmiać, czy płakać a chciała i to i to zrobić. - Wyrok zostanie wykonany dziś o północy. - usłyszała stuk młotka i tym samym rozprawa się skończyła „To po jaką cholerę ściągnęli tego adwokacinę?” - zastanowiła się kobieta odprowadzana przez strażników do więzienia. Było jej już zupełnie wszystko jedno. Jeden ruch toporem, tak jak w średniowieczu i po bólu życia. Nie będzie tej męki i poczucia upodlenia. Zostanie wyzwolona na wieki, a gdzie się uda, tego sama nie wiedziała. Kiedy lekko została wepchnięta do celi a drzwi zostały zamknięte, rzuciła się na pryczę i jednak zaszlochała nad swym losem. Nie była w takim momencie w stanie być twardą i żelazną. Poczuła się tak samotnie, jak nigdy dotąd.

Dla Elizje, Waltera i Victorii cały dzień był ponury i przykry. Kamerdyner chodził po mieszkaniu jak cień, gdyż do zmartwień doszła jeszcze panna Elizje ze swymi ranami, choć sama czarownica zaprzeczała jakoby ją to bolało. Piła jakiś dziwny eliksir, który je leczył, ale powoli. Późnym popołudniem powróciła Victoria obładowana pakunkami i z ulgą je rzuciła na podłogę.
- Uf, jakoś tu dotarłam – sapnęła wampirzyca, siadając na kanapie. - Pani Elizje jeszcze śpi?
- Tak, lepiej jej nie budźmy. Czy masz wszystko? - zapytał Walter.
- Owszem, a jak tam paszporty?
- Proszę, oto twój. Będziemy kuzynostwem razem z panienką Integral – rzekł podając jej dokument. - Ciekawi mnie jak zareaguje panienka Elizje.
- Mistrz coś zaplanował? - spytała.
- Tak. Ale nie mogę ci nic powiedzieć – odparł i wrócił do kuchni, by zająć się posiłkiem dla czarownicy. Wkrótce potem, białowłosa kobieta wstała i zjawiła się w kuchni, wypoczęta i odświeżona.
- Dzień dobry panienko. Jak samopoczucie? – przywitał się Walter, stawiając przed nią szklankę z herbatą. - Obiad zaraz będzie gotowy.
- Dzień dobry, dziękuję dobrze – odpowiedziała, nie chcąc dodawać zmartwień. Było odwrotnie, w nocy nie mogła spać, ciągle zmagając się z kaszlaniem i metalicznym smakiem krwi w ustach. Takie były skutki uboczne picia eliksiru. W milczeniu spożyła posiłek i powróciła do pokoju. Miała pewien plan ratunkowy. Szczegóły omówiła ze swoją podwładną, która jeszcze przebywała w Wielkiej Brytanii jakiś czas. Podobną kobietę do Integral nie było trudno znaleźć ani z uśmierceniem jej. Siedząc w pokoju starała się skupić na swej siostrze i nawiązać kontakt myślowy. Dawno temu będąc rozdzielone i dodatkowo w niebezpieczeństwie tak się kontaktowały.
~ Integral ~ zawołała w myślach, przywołując twarz blondynki w umyśle.
~ Elizje? To ty? ~ usłyszała odpowiedź.
~ Tak. Słuchaj mnie teraz bardzo uważnie, bo nie będę się powtarzać ~ zaczęła Elizje, lecz przerwało jej pukanie do drzwi. ~ Czekaj, bo ktoś się dobija do drzwi. Zaraz ci wszystko wyjaśnię. - Dodała i ruszyła by sprawdzić kto tak jej przerywa.
- Pani Elizje? Czy wszystko w porządku? - spytała Victoria.
- Tak. Proszę by mi nie przeszkadzano – odrzekła czarownica i powróciła do uprzedniej czynności, zamykając wampirzycy drzwi przed nosem. ~ Inti, nie martw się, uwolnimy cię ~ rzekła w myślach.
~ Nie. Dla mnie nie ma już ratunku. Straciłam wszystko. ~ Wybuchła płaczem blondynka.
~ Nie mów tak. Masz nas. Alucarda, mnie, Victorię i Waltera, my jesteśmy po twej stronie i zrobimy wszystko by cię stamtąd wydostać ~ czarownica mówiła do siostry bardzo pocieszająco.
~ Nie. Nic się nie da zrobić. I nie możesz się narażać! ~
~ Integral, nie pozwolę by ci z okrągłego stołu dopięli swego. Nie dopuszczę, by cię poniżono, by cię zabito jak jakiegoś zwykłego przestępcę. Nie za to, co zrobiłaś dla tego kraju. Wiem, że boli cię w jaki sposób zostałaś potraktowana, ale nie dam im najmniejszej nadziei na to, że wykonają wyrok. ~ Rzekła trochę rozeźlona czarownica.
~ Nie rób głupoty. Przeżyj i miej pieczę nad naszą organizacją ~ odpowiedziała  panna Hellsing.
~ Inti, nie denerwuj mnie bardziej swą upartością i głupotą. Przygotuj się, za piętnaście minut zjawię się po ciebie. Wydostanę cię stamtąd, a kto stanie mi na drodze, zginie marnie ~ warknęła i przerwała kontakt myślowy. Wstała z łóżka i zaczęła rysować czarną kredą pentagram, a w nim runy. Potem nacięła palec i skrapiając rysunek krwią, wyszeptała dwie formuły zaklęć. Będący w kuchni, Walter i Victoria niczego się nie domyślali i zajęci swoimi sprawami nie zwracali uwagi. Nad Londynem zaczęły zbierać się burzowe i ciemniejące chmury. Co i raz słychać było grzmoty, a w oddali pojawiał się jasny piorun mknący w bliżej nieokreślony punkt by go zniszczyć. Wiedźma zaplanowała i dopięła na ostatni guzik wszystko, włącznie z ochroną pokoju przed Alucardem. Nie chciała by ten wampir jej przeszkodził w działaniach, a zrobiłby to na pewno. Ciało miano jej dostarczyć na kilka minut przed pojawieniem się strażników na jej drodze. Wyszeptała zaklęcie teleportujące i zniknęła z pokoju pozostawiając dymek po sobie. Pentagram, usytuowany na środku pomieszczenia zaświecił się na czerwono, potem na żółto. W tym czasie w mieszkaniu zjawił się Alucard i wyczuwając dziwną aurę postanowił sprawdzić każde z pomieszczeń. Kuchnia, łazienka, korytarz były czyste, lecz pokój, który zajęła Elizje otaczała dziwna gęstniejąca, lecz niewidzialna dla ludzkiego oka, chmura.
- Coś się stało Mistrzu? - zapytała policjantka.
- Niczego nie wyczułaś? - warknął w odpowiedzi wampir. - Co ty takiego robisz? Miałaś jej pilnować – dodał z nutą wściekłości w głosie.
- Alucardzie, panienka Elizje śpi i nie wolno jej przeszkadzać – wtrącił Walter.
- Ona śpi tak jak ja jestem święty – burknął Nosferatu. - No i musiała zablokować wejście do środka – syknął, dotykając klamki. - Jeśli jesteś tam i nie otworzysz dobrowolnie, to wyważę drzwi. Spotka cię kara – zakrzyknął, lecz nie usłyszał żadnej odpowiedzi. - Masz pięć minut. - Dodał wściekle, wyjmując Jackala.

W tym czasie, kiedy Alucard dobierał się do wejścia pokoju, Elizje przemierzała korytarze więzienne w poszukiwaniu celi swej siostry. Ci co stanęli na jej drodze zostali usmażeni piorunami, spaleni ogniem lub zamrożeni lodem. Czasem też używała pistoletu lub noża. W końcu dotarła przed zakratowane drwi i jednym ruchem ręki zgniotła je i wyrzuciła za siebie. Weszła do ciemnej i brudnej celi. Na pryczy siedziała jej siostra, z podkulonymi nogami, a brodę opierała na kolanach.
- Wstawaj, wychodzimy – rzekła rozkazująco i rzuciła ciało kobiece obok łóżka.
- Jak się tu znalazłaś tak szybko? - spytała, lecz czarownica uderzyła ją w twarz. Kobieta padła na łóżko i z przerażeniem w oczach patrzyła na białowłosą. Ta wyczarowując kulę ognia, rzuciła na ciało, które w mig zajęło się i ze skwierkiem paliło. Chwilę później, trzymając siostrę pod ramię zniknęła. Jakiś czas potem do celi wbiegli żołnierze i ugasili płomienie. Z ciała niewiele zostało, jedynie mogli zauważyć resztki blond włosów leżących nieopodal spalonego korpusu.

Będąc już w mieszkaniu Seras, Integral wyrwała się z uścisku czarownicy i uderzyła ją w twarz. Wściekle rozejrzała się wokoło siebie i napotkała rozbawiony wzrok swej siostry.
- I jak? Lepiej się czujesz z oddania mi w gębę? - zapytała Elizje.
- Dlaczego?
- Bo pozostawiłam przy życiu jednego żołnierza, by zaświadczył, że cię zabiłam – wyjaśniła i w tym momencie drzwi zostały wyważone porządnym kopniakiem a w ich resztkach stanął wściekły wampir.
- Czy ja czegoś ci nie mówiłem, Elizje? - warknął podchodząc do kobiety z morderczą miną.
- Nie przywitasz się ze swym mistrzem, wampirze? - zachichotała w odpowiedzi wiedźma.


1 komentarze:

Akyrie pisze...

Witaj, nie sądziłam, że kiedyś jeszcze ujrzę aktywnego bloga o Hellsingu. A naszukać się to się naszukałam. Cieszę się, że takowy znalazłam. Opowiadanie zaczyna się nieźle.

Alucard jest wściekły na czarownicę, ale ona jest niezła. "Nie przywitasz się ze swoim mistrzem, wampirze?" ha ha, ciekawe jaką miał minę. Pewnie szczęka mu opadła.
Dobra, to będę cię obserwować i poczekam na next. Powiadom mnie o tym wkrótce.
Pozdrawiam

Prześlij komentarz