1 komentarze

3.

niedziela, 28 września 2014

Rozdział trzeci: Nowa ojczyzna.

Wszyscy stali w miejscu wpatrując się uśmiechniętą od ucha do ucha czarownicę. Nie mogli uwierzyć własnym oczom, że ich szefowa jest w pokoju cała i zdrowa.
- No i co się tak patrzycie, jak sroka w gnat? Integral jest tutaj - warknęła Elizje. - Ruszcie się - dodała, odwracając się do nich plecami. Ukucnęła przed siostrą cioteczną. - Teraz już niczego nie musisz się obawiać. Jestem tu i nikt więcej cię nie skrzywdzi, mała - zaszeptała. - Masz wypij to - podała jej małą fiolkę, stojącą na stoliku nocnym, zawierającą mleczno niebieski płyn.
- Co to jest? - zapytała niepewnie Integral.
- Eliksir. Pozwoli ci zregenerować siły - mruknęła. - Po tym zaśniesz na jakiś czas. - Gdy to rzekła, Integal wypiła całą zawartość buteleczki. Z początku myślała, że w smaku będzie ohydne i go zwymiotuje, ale było inaczej.
- Nawet dobre - pochwaliła eliksir.
- Nie dostaniesz więcej, bo nie można przesadzać - syknęła wiedźma, widząc niemą prośbę blondynki. - I nie patrz tak na mnie. Nie zmienię zdania - dodała, kierując się do wyjścia. - Alucardzie, myślę, że naprawisz to, co zniszczyłeś. Integral musi mieć spokój i trochę intymności - zaszeptała do ucha wampira, mijając go. Ten popatrzył na nią wściekle i również wyszedł. Pozostał Walter i Seras.
- To ja przygotuję może posiłek panience - rzekł, lekko kłaniając się do kobiety.
- Nie wiem, za ile i jak długo ten eliksir będzie działał, więc może później coś zjem - mruknęła, zaczynając ziewać. Położyła się na łóżku i po chwili zasnęła.

Tylko Elizje nie przewidziała jednego, że Nosferatu wpadnie w taką furię. Kobieta skierowała się od łazienki, gdyż ten, którego pozostawiła przy życiu, strzelił do niej. Rany z początku nie wyczuwała, będąc zajętą myślami o Integral, ale teraz ból dał o sobie znać. Stanęła przed lustrem, zdjęła ubranie i zaciskając mocno szczękę, poczęła wyciągać kulę z ciała. Wszystkiemu przyglądał się Nosferatu. Po chwili odchrząknął znacząco, na co kobieta szybko się odwróciła i wpatrywała się niemo w jego twarz. Krew zaczęła coraz bardziej sączyć się z rany.
- Widzę, że jednak ktoś cię zranił - rzekł cicho, podchodząc do niej powoli.
- Wyjdź - rozkazała czarownica, trzymając już kulę w dłoni.
- Nie - prychnął. - Mówiłem, byś nie ruszała się z miejsca. Ale ty ciągle chcesz postawić na swoim. Teraz spotka cię kara - dodał, uśmiechając się perfidnie. Nim się spostrzegła, złapał ją za nadgarstki i tak trzymając przycisnął do ściany.
- Puść mnie - warknęła. Ten tylko wzruszył ramionami i mocniej zaciskając dłonie na jej przegubach, począł się schylać do rany. Z początku tylko wciągał nosem zapach krwi, lecz potem leciutko, by nie zrazić kobiety, polizał. Ta szarpnęła się, lecz nie mogła wyswobodzić się. Alucard nic sobie nie robiąc z protestów czarownicy, przyssał się do jej ciała i upił kilka łyków. Oblizując wargi z zachwytem spojrzał na Elizje.
- Pyszna, nie sądziłem, że będzie lepsza od krwi Mistrza. Zaraz przestanie się sączyć. - Zaszeptał jej do ucha. No i tak się stało, po ranie nie było ani śladu.
- Sama bym sobie poradziła, cholerna pijawko - prychnęła ze złością.
- Hm, moja droga, nie mam zamiaru się więcej powtarzać - zaczął się powoli irytować.
- A tak poza tym, to masz plan jak nas stąd wydostać? - Zmieniła zgrabnie temat. Mimo, że nadal ją trzymał w żelaznym uścisku, humor jej się poprawił. A to dlatego, że nie musiała pić tego paskudnego eliksiru leczącego, po którym czułaby się znacznie gorzej.
- Co?
- Jeśli nic jeszcze nie załatwiłeś, to mam propozycję. Bilety lotnicze do Sibiu są już wykupione, tylko trzeba potwierdzić rezerwację. Lot za trzy godziny. Potem przesiadamy się do pociągu do Bukaresztu, stamtąd pojedziemy do mojej posiadłości samochodami - wyjaśniła rzeczowo białowłosa. Alucard pokiwał głową z uznaniem. Nie sądził, że tak szybko ona może coś załatwić.
- No, no. Jestem pod ważeniem. Jak tak, to przebierz się i upodobnij do tego zdjęcia - odrzekł, puszczając kobietę i podając jej paszport. Przechylił głowę nieznacznie i obserwował jej reakcję uważnie.
- Hm, nawet, nawet. Walter jest zdolnym fałszerzem - miała coś jeszcze dodać, kiedy zobaczyła pod jakim nazwiskiem będzie się przemieszczać. Z początku jej oczy poszerzyły się, nie dowierzając w to, co było tam napisane. Potem ciśnienie jej wzrosło i wybuchła. - TEPES!?! CO TO MA ZNACZYĆ?! Wyjaśnij mi to wampirze!!!
- Będziemy udawać małżeństwo - uśmiechnął się.
- Oszalałeś?! Nie zgadzam się!
- Nic już nie zrobisz. No i ciszej, bo zbudzisz Mistrza i jeszcze tu wpadnie - dodał, patrząc znacząco na strój wiedźmy. Ta tylko łypnęła groźnie.
- Pożałujesz tego, pijawko - warknęła.
- Ach, byłbym zapomniał - chwycił jej prawą dłoń i wsunął na palec obrączkę. - Jak mamy być małżeństwem, to i to musimy nosić - mruknął z przekąsem. - A teraz kochanie, przebierz się w spokoju - dodał i wyszedł. Kobieta wściekle uderzyła w ścianę obok drzwi. Ubrała się w ciemną bluzkę i związała w ciasny kok włosy. Po czym nałożyła perukę, lekko umalowała się i założyła soczewki kontaktowe, lecz po ich nałożeniu łzy napłynęły jej do oczy. Nie była przyzwyczajona do tego. Integral wstała godzinę później i Seras pomogła jej się przygotować. Kiedy byli już na lotnisku rozdzielili się, tak jak zaplanowali. Czarownica usiadła od okna, mając nadzieję, że będzie obok niej Integral, lecz miejsce zajął jakiś obcy mężczyzna.
- Jeśli nie przeszkadzam, to miło nawet poznać tak piękną i uroczą kobietę - odezwał się. Elizje popatrzyła na niego z niechęcią i już chciała wstać by zmienić siedzenie, lecz pojawił się Alucard.
- To miejsce jest moje - syknął do siedzącego faceta. Ten się speszył i szybko odszedł. - Czego chciał ten parszywiec?
- Obchodzi cię to? Myślałam, że będziesz siedział obok niej - mruknęła. Wiedział kogo ma na myśli, uśmiechnął się lekko.
- Jakbym mógł siedzieć dalej od mojej żony? To nie wypada, a poza tym ktoś chciał cię podrywać. Jesteś moja - rzekł, łypiąc od czasu do czasu na kobietę.
- Żony? Weź mnie nie rozśmieszaj! - prychnęła nieco głośniej, lecz potem zniżyła głos do szeptu. - Ty i ta twoja farsa. Jednak muszę cie rozczarować. Nie jestem niczyją własnością. ROZUMIESZ?! - warknęła gniewnie.
- Moja piękna, nie złość się aż tak - odparł, pochylając się bardziej do czarownicy, tak by tylko ona mogła usłyszeć co ma jej do powiedzenia. - Posłuchaj, nie możesz się narażać, tak samo jak reszty. To po pierwsze. Po drugie nie należę do typa, który lubi się czymś dzielić.
- Nie jestem rzeczą!
- Nie przerywaj mi kochana - szepnął. - Nikomu nie pozwolę cię dotknąć!
- A jak ty to sobie wyobrażasz? Chcesz mnie trzymać w klatce? - oburzyła się białowłosa.
- Nie skarbie - roześmiał się lekko. Objął ramieniem Elizje i przysunął ją do siebie. - Uspokój się moja droga, lot jest długi. A przed nami jeszcze kilka dni w podróży. Nie będę cię cały czas pilnował, ale chcę byś wiedziała, czego ja oczekuję.
- Słucham? - oderwała się od jego ramienia. - Masz jeszcze jakieś wymagania wobec mnie? - prychnęła czarownica, z narastającą furią w głosie.
- Kochanie, spokojnie. Nie mówię, że będziesz mi prała i gotowała, to nie przysługuje hrabinie. Chcę tylko byś mnie słuchała. I nigdy, przenigdy nie okłamywała - mruknął, przyciągając ją mocniej do siebie i całując we włosy. Przy tym wciągnął do nosa jej zapach. - Nie szarp się tak, bo zwracamy większą uwagę innych na nas. - Po tych słowach natychmiast przestała się od niego siłą odsuwać. Do końca lotu siedziała sztywno i milczała. Alucard nic sobie nie robił z fochów kobiety i rozluźniony czekał aż wylądują.

Kiedy to nastąpiło i byli już niedaleko taksówek, czarownica odeszła od mężczyzny, prychając jak rozjuszona kotka, na wszystko i wszystkich, którzy byli w zasięgu jej wzroku. Wsiedli do pojazdu, który zawiózł ich na stację kolejową. Stamtąd udali się w kierunku Bukaresztu. Ponownie Eris i Alucard musieli siedzieć razem, a Integral z Walterem i Seras w drugim przedziale, przez co czarownica jeszcze bardziej spochmurniała. Gdy już znaleźli się na peronie, przechodnie widząc minę kobiety, od razu usuwali się jej z drogi, a Alucard podążał za nią niczym cień, za nimi jak na komendę szli Integral, bardzo zaciekawiona złym humorem siostry, Walter i Seras rozmawiając o czymś nie istotnym, udawali, że nie widzą jak zachowuje się białowłosa.
- Dobra, Integral jedziesz ze mną - zakomunikowała Eris, przystając przy jednym z SUV. - Wy pakujecie się do drugiego auta.
- Nie - syknął rozbawionym głosem Nosferatu. - My jedziemy razem, a mistrz i oni drugim. Z tego powodu, że podróż była dla ciebie ciężka i nie jesteś wystarczająco wypoczęta, by dobrze kierować autem - dodał, odpowiadając na niewypowiedziane przez czarownicę pytanie. - Przy oblodzeniu i szybkiej prędkości wpadłybyście w poślizg i musielibyśmy wasze resztki zbierać z drogi.
- Elizje, jedyny raz muszę mu przyznać rację - odezwała się Integral, kiwając głową, na znak, że zgadza się ze słowami wampira. - Widać po tobie, że wykorzystujesz resztki swych sił.
- I ty... - zaczęła, lecz Alucard wziął ją pod rękę i wsadził do samochodu. Inni zaraz usadowili się do drugiego i ruszyli w dalej w drogę.


1 komentarze

2.

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział drugi: Wyrok.


 Integral siedziała w celi, powoli delektując się już kolejnym cygarem, kiedy do środka weszło dwóch strażników. Rozejrzeli się po pomieszczeniu i uśmiechnęli lekceważąco.
- Pójdzie pani teraz z nami. Za godzinę odbędzie się pani rozprawa w sądzie – rzekł jeden z nich, oczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony kobiety. „Cóż, to już koniec.” Pomyślała gorzko, gasząc cygaretkę w popielniczce i podchodząc do żołnierzy. Ci wzięli ją pod ręce i wyprowadzili z celi.
- Mogę iść sama, przecież nie ucieknę – prychnęła do nich. Puścili ją bez słowa. Szli korytarzami odprowadzani wzrokiem kolejnych mijanych strażników. Jeden tylko zasalutował blondynce, co ona przyjęła z półuśmiechem.


Będąc już w sądzie na krótko przed rozprawą spotkała się ze swym prawnikiem.
- Jak się pani czuje? - spytał uśmiechając się jakoś dziwnie. "Ciekawe jak zareagujesz, kotku, kiedy usłyszysz wyrok" - przebiegło mu przez myśl, lecz nie dał tego po sobie poznać. Wolał zachowywać pozory, że jest po jej stronie. A prawda była zupełnie inna. Teraz liczą się pieniądze i możliwość wejścia do najściślejszego kręgu osób rządzących. Tak więc, prawnik Integral Hellsing zgodził się na współpracę z jednym z Rycerzy Okrągłego Stołu, Sir Penwoodem. Ten mu zapłacił sporą sumę pieniędzy by adwokat nie próbował w żaden sposób bronić pannę Hellsing.
- W sumie to znudzona tym oczekiwaniem na wyrok. Wolałabym żeby było już po, wtedy mogłabym o nic się nie martwić – odparła patrząc obojętne na ludzi ją mijających. Nie miała najmniejszej ochoty na podtrzymanie rozmowy. Intuicja jej podpowiadała, że ten człowiek nie jest tym za kogo się podaje, nie jest po jej stronie i w razie czego nic nie zrobi. W takim razie, nie widziała żadnego powodu by z nim rozmawiać na jakiekolwiek tematy.
- Myślę, że nie powinno to trwać długo. Ogłoszą wyrok i tyle – niby chciał ją pocieszyć, ale nie bardzo się starał. Kobieta nic na to nie odpowiedziała. Popatrzyła zimnym wzrokiem na strażników zbliżających się nich obojga i po chwili weszli na salę rozpraw. Blondynkę zaprowadzono do miejsca dla oskarżonych, a jej adwokat usiadł na krześle poniżej jej stanowiska. Niedługo potem, do sali weszło trzech starszych mężczyzn ubranych w czarne togi a na głowach mieli peruki. Spojrzeli krzywo na kobietę i usiedli na swych miejscach. Niewielu było też obserwatorów rozprawy. Sędziowie w milczeniu zaczęli przeglądać dokumenty dotyczące ataku Incognito na stolicę i napisany pochyłym pismem krótki list podpisany przez Przewodniczącego Rycerzy Okrągłego Stołu.
- Sir Integral Fairbrooke Wingates Hellsing, proszę wstać. – Odezwał się głośniej jeden z sędziów. Kiedy głowa rodu Hellsing wykonała polecenie, on kontynuował – została pani oskarżona o niedopełnienie obowiązków, w wyniku czego ucierpiała większa część miasta: domy, sklepy, szkoły, przychodnie, ludność w liczbie dziewięciuset pięćdziesięciu pięciu tysięcy dwustu osiemdziesięciu siedmiu, zniszczony został zabytkowy Big Ben. Z powodu pani błędu, zostaje pani odebrany tytuł szlachecki oraz wszelkie przywileje z nim związane. Posiadłość jak i ziemie do niej przylegające, dowództwo organizacją Hellsing przechodzą w ręce rządu. Czy jest pani gotowa wysłuchać dalszych rozporządzeń? - spytał mężczyzna siedzący między swymi kolegami. Patrzył surowo, ale tak jakoś inaczej, bez tego chłodu i wyższości. Sam miał wątpliwości co do samego wyroku, lecz nic nie mógł na to poradzić. Królowa wydała taki nakaz, więc nie mógł się sprzeciwić.
- Jestem gotowa – odpowiedziała, choć głos jej zadrżał. Nie sądziła, że tak zostanie obalona. Za tyle lat ochrony tych ludzi, zabiorą jej wszystko. Organizacja była jej życiem, jej domeną i przyszłością. Teraz obdarli ją ze wszystkiego, co posiadała.
- Zatem ogłasza się panią winną, a karą za to będzie – zrobił pauzę dla podkreślenia chwili. - Śmierć przez gilotynę – dodał i sam usiadł ciężko na swym miejscu. Integral zatkało. Nie wiedziała czy ma się śmiać, czy płakać a chciała i to i to zrobić. - Wyrok zostanie wykonany dziś o północy. - usłyszała stuk młotka i tym samym rozprawa się skończyła „To po jaką cholerę ściągnęli tego adwokacinę?” - zastanowiła się kobieta odprowadzana przez strażników do więzienia. Było jej już zupełnie wszystko jedno. Jeden ruch toporem, tak jak w średniowieczu i po bólu życia. Nie będzie tej męki i poczucia upodlenia. Zostanie wyzwolona na wieki, a gdzie się uda, tego sama nie wiedziała. Kiedy lekko została wepchnięta do celi a drzwi zostały zamknięte, rzuciła się na pryczę i jednak zaszlochała nad swym losem. Nie była w takim momencie w stanie być twardą i żelazną. Poczuła się tak samotnie, jak nigdy dotąd.

Dla Elizje, Waltera i Victorii cały dzień był ponury i przykry. Kamerdyner chodził po mieszkaniu jak cień, gdyż do zmartwień doszła jeszcze panna Elizje ze swymi ranami, choć sama czarownica zaprzeczała jakoby ją to bolało. Piła jakiś dziwny eliksir, który je leczył, ale powoli. Późnym popołudniem powróciła Victoria obładowana pakunkami i z ulgą je rzuciła na podłogę.
- Uf, jakoś tu dotarłam – sapnęła wampirzyca, siadając na kanapie. - Pani Elizje jeszcze śpi?
- Tak, lepiej jej nie budźmy. Czy masz wszystko? - zapytał Walter.
- Owszem, a jak tam paszporty?
- Proszę, oto twój. Będziemy kuzynostwem razem z panienką Integral – rzekł podając jej dokument. - Ciekawi mnie jak zareaguje panienka Elizje.
- Mistrz coś zaplanował? - spytała.
- Tak. Ale nie mogę ci nic powiedzieć – odparł i wrócił do kuchni, by zająć się posiłkiem dla czarownicy. Wkrótce potem, białowłosa kobieta wstała i zjawiła się w kuchni, wypoczęta i odświeżona.
- Dzień dobry panienko. Jak samopoczucie? – przywitał się Walter, stawiając przed nią szklankę z herbatą. - Obiad zaraz będzie gotowy.
- Dzień dobry, dziękuję dobrze – odpowiedziała, nie chcąc dodawać zmartwień. Było odwrotnie, w nocy nie mogła spać, ciągle zmagając się z kaszlaniem i metalicznym smakiem krwi w ustach. Takie były skutki uboczne picia eliksiru. W milczeniu spożyła posiłek i powróciła do pokoju. Miała pewien plan ratunkowy. Szczegóły omówiła ze swoją podwładną, która jeszcze przebywała w Wielkiej Brytanii jakiś czas. Podobną kobietę do Integral nie było trudno znaleźć ani z uśmierceniem jej. Siedząc w pokoju starała się skupić na swej siostrze i nawiązać kontakt myślowy. Dawno temu będąc rozdzielone i dodatkowo w niebezpieczeństwie tak się kontaktowały.
~ Integral ~ zawołała w myślach, przywołując twarz blondynki w umyśle.
~ Elizje? To ty? ~ usłyszała odpowiedź.
~ Tak. Słuchaj mnie teraz bardzo uważnie, bo nie będę się powtarzać ~ zaczęła Elizje, lecz przerwało jej pukanie do drzwi. ~ Czekaj, bo ktoś się dobija do drzwi. Zaraz ci wszystko wyjaśnię. - Dodała i ruszyła by sprawdzić kto tak jej przerywa.
- Pani Elizje? Czy wszystko w porządku? - spytała Victoria.
- Tak. Proszę by mi nie przeszkadzano – odrzekła czarownica i powróciła do uprzedniej czynności, zamykając wampirzycy drzwi przed nosem. ~ Inti, nie martw się, uwolnimy cię ~ rzekła w myślach.
~ Nie. Dla mnie nie ma już ratunku. Straciłam wszystko. ~ Wybuchła płaczem blondynka.
~ Nie mów tak. Masz nas. Alucarda, mnie, Victorię i Waltera, my jesteśmy po twej stronie i zrobimy wszystko by cię stamtąd wydostać ~ czarownica mówiła do siostry bardzo pocieszająco.
~ Nie. Nic się nie da zrobić. I nie możesz się narażać! ~
~ Integral, nie pozwolę by ci z okrągłego stołu dopięli swego. Nie dopuszczę, by cię poniżono, by cię zabito jak jakiegoś zwykłego przestępcę. Nie za to, co zrobiłaś dla tego kraju. Wiem, że boli cię w jaki sposób zostałaś potraktowana, ale nie dam im najmniejszej nadziei na to, że wykonają wyrok. ~ Rzekła trochę rozeźlona czarownica.
~ Nie rób głupoty. Przeżyj i miej pieczę nad naszą organizacją ~ odpowiedziała  panna Hellsing.
~ Inti, nie denerwuj mnie bardziej swą upartością i głupotą. Przygotuj się, za piętnaście minut zjawię się po ciebie. Wydostanę cię stamtąd, a kto stanie mi na drodze, zginie marnie ~ warknęła i przerwała kontakt myślowy. Wstała z łóżka i zaczęła rysować czarną kredą pentagram, a w nim runy. Potem nacięła palec i skrapiając rysunek krwią, wyszeptała dwie formuły zaklęć. Będący w kuchni, Walter i Victoria niczego się nie domyślali i zajęci swoimi sprawami nie zwracali uwagi. Nad Londynem zaczęły zbierać się burzowe i ciemniejące chmury. Co i raz słychać było grzmoty, a w oddali pojawiał się jasny piorun mknący w bliżej nieokreślony punkt by go zniszczyć. Wiedźma zaplanowała i dopięła na ostatni guzik wszystko, włącznie z ochroną pokoju przed Alucardem. Nie chciała by ten wampir jej przeszkodził w działaniach, a zrobiłby to na pewno. Ciało miano jej dostarczyć na kilka minut przed pojawieniem się strażników na jej drodze. Wyszeptała zaklęcie teleportujące i zniknęła z pokoju pozostawiając dymek po sobie. Pentagram, usytuowany na środku pomieszczenia zaświecił się na czerwono, potem na żółto. W tym czasie w mieszkaniu zjawił się Alucard i wyczuwając dziwną aurę postanowił sprawdzić każde z pomieszczeń. Kuchnia, łazienka, korytarz były czyste, lecz pokój, który zajęła Elizje otaczała dziwna gęstniejąca, lecz niewidzialna dla ludzkiego oka, chmura.
- Coś się stało Mistrzu? - zapytała policjantka.
- Niczego nie wyczułaś? - warknął w odpowiedzi wampir. - Co ty takiego robisz? Miałaś jej pilnować – dodał z nutą wściekłości w głosie.
- Alucardzie, panienka Elizje śpi i nie wolno jej przeszkadzać – wtrącił Walter.
- Ona śpi tak jak ja jestem święty – burknął Nosferatu. - No i musiała zablokować wejście do środka – syknął, dotykając klamki. - Jeśli jesteś tam i nie otworzysz dobrowolnie, to wyważę drzwi. Spotka cię kara – zakrzyknął, lecz nie usłyszał żadnej odpowiedzi. - Masz pięć minut. - Dodał wściekle, wyjmując Jackala.

W tym czasie, kiedy Alucard dobierał się do wejścia pokoju, Elizje przemierzała korytarze więzienne w poszukiwaniu celi swej siostry. Ci co stanęli na jej drodze zostali usmażeni piorunami, spaleni ogniem lub zamrożeni lodem. Czasem też używała pistoletu lub noża. W końcu dotarła przed zakratowane drwi i jednym ruchem ręki zgniotła je i wyrzuciła za siebie. Weszła do ciemnej i brudnej celi. Na pryczy siedziała jej siostra, z podkulonymi nogami, a brodę opierała na kolanach.
- Wstawaj, wychodzimy – rzekła rozkazująco i rzuciła ciało kobiece obok łóżka.
- Jak się tu znalazłaś tak szybko? - spytała, lecz czarownica uderzyła ją w twarz. Kobieta padła na łóżko i z przerażeniem w oczach patrzyła na białowłosą. Ta wyczarowując kulę ognia, rzuciła na ciało, które w mig zajęło się i ze skwierkiem paliło. Chwilę później, trzymając siostrę pod ramię zniknęła. Jakiś czas potem do celi wbiegli żołnierze i ugasili płomienie. Z ciała niewiele zostało, jedynie mogli zauważyć resztki blond włosów leżących nieopodal spalonego korpusu.

Będąc już w mieszkaniu Seras, Integral wyrwała się z uścisku czarownicy i uderzyła ją w twarz. Wściekle rozejrzała się wokoło siebie i napotkała rozbawiony wzrok swej siostry.
- I jak? Lepiej się czujesz z oddania mi w gębę? - zapytała Elizje.
- Dlaczego?
- Bo pozostawiłam przy życiu jednego żołnierza, by zaświadczył, że cię zabiłam – wyjaśniła i w tym momencie drzwi zostały wyważone porządnym kopniakiem a w ich resztkach stanął wściekły wampir.
- Czy ja czegoś ci nie mówiłem, Elizje? - warknął podchodząc do kobiety z morderczą miną.
- Nie przywitasz się ze swym mistrzem, wampirze? - zachichotała w odpowiedzi wiedźma.


0 komentarze

1.

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział pierwszy: Czy to już koniec?

Kilka dni po ataku Incognito.

Po burzy zwykle nadchodzi piękny poranek, lecz nie dla mieszkańców Londynu. Wszędzie słychać było jak nie jęki rozpaczy, to kwilenie sierot i małych dzieci. Powoli i z mozołem wypisanym na twarzach, ludzie odgarniali i zbierali resztki po ich pięknych domkach, meblach i tym, co jeszcze mogli odrestaurować. Nikt tak na prawdę nie wiedział, co się stało a zapytywane, o minione wydarzenia, władze milczały, co jeszcze bardziej pogłębiło niechęć ludzi do rządu i Królowej. Rada Okrągłego Stołu obarczyła winą za te straty jedną osobę, która teraz siedząc w więzieniu, myślała rozpaczliwie o swym końcu.
- Jak mogło do tego dojść? Co poszło nie tak? Dlaczego musiało zginąć tylu z moich ludzi? -
Integral myślami zadawała sobie te pytania, siedząc na pryczy i patrząc jak dymek z cygaretki unosi się w pomieszczeniu, by potem zmieszać się z powietrzem i zniknąć. Nie myślała, że kiedykolwiek będzie sama zamknięta, że potraktują ją w taki sposób, jakby była nikim, jakby stała się mordercą. Przecież tak się starała, każda akcja była dopracowana w najmniejszych szczegółach, nie miała ofiar w ludziach, pomijając incydent z braćmi Valentine, gdzie wielu z jej straży zginęło. Taka teraz była zapłata za wieloletnią ochronę kraju i jego mieszkańców przed wampirami, ghulami i innymi potworami nocy. I jeszcze  to czekanie na rozprawę, to właśnie ją denerwowało. Wolała, by wydali wyrok i miałaby już spokój. A tu jest na odwrót. "Tylko siedzieć i czekać." - Powiedziała sobie w duchu, zaciągając się dymem.

W tym czasie w mieszkaniu Victorii Seras przebywali wszyscy, którzy byli związani z Organizacją Hellsing. Troje osób siedziało smętnie przy stole kuchennym i wpatrywało się w jego wyblakły ze starości blat. Milczeli pogrążeni we własnych myślach, błądząc na granicach jaźni.
- Nie - pierwszy odezwał się Walter. - Nie będziemy tak siedzieć i nic nie robić. Musimy ją stamtąd wyrwać - rzekł jakby chciał poruszyć niebo i ziemię, by pomóc swej pani.
- Zgodzę się z tobą, kamerdynerze - warknął Alucard ignorując zacietrzewienie starszego mężczyzny. - Potrzebujemy planu. Na sam początek musisz załatwić nam fałszywe paszporty, uwzględniając w tym
też Elizje, jeśli się pojawi w przeciągu dwóch dni, a zjawi się na pewno - Nosferatu zaczął omawiać szczegóły uwolnienia Integral.
- Skąd
o tym wiesz Mistrzu? - zapytała Victoria przerywając mu w połowie kolejnego zdania.
- Po prostu wiem to i nie przerywaj mi, policjantko - syknął i powrócił do zaczętego wątku. - Ja zajmę się transportem, załatwię bilety i pociąg. Reszta będzie należała do ciebie policjantko, a do pomocy weźmiesz sobie właśnie Elizje. A teraz idę spać, nie lubię tego słońca - dodał patrząc na przedpołudniowe promienie gwiazdy, jaśniejące z każdą chwilą. Niedługo potem, Walter wyszedł na miasto a Victoria usiadła przed telewizorem, gdzie spikerka omawiała stan strat i opinie wielu ludzi na ten temat. 
 

Dwa dni później, tak jak zapowiedział Alucard, w kuchni z niemałym hałasem pojawiła się białowłosa wiedźma, ubrana w płaszcz podróżny i lekko przylegający, lecz wygodny kostium o ciemnoszarym kolorze. Na pół wysokich butach miała jeszcze niezaschnięte błoto. Walter szybkim ruchem wpadł do pomieszczenia, by sprawdzić co się stało. Widok siostry ciotecznej Integral miło go zaskoczył. Podszedł do kobiety i mocno ją uściskał. Temu małemu przedstawieniu z uczuciami w roli głównej przyglądali się Victoria i Alucard.
- Witajcie. Wybaczcie, że tak długo nie dawałam znaku życia, ale miałam poważne problemy u siebie. Teraz wszystko się unormowało. Mam kilka pytań. Dlaczego Londyn wygląda jakby przeszedł po nim ogromny huragan z trąbami powietrznymi? Czemu w posiadłości Inti pałętają się obce oddziały? Czemu właśnie przez nie zostałam zaatakowana? Ostatnie i najważniejsze: dlaczego nie ma tu Integral?
- To może ja odpowiem na twoje pytania. Pierwsze: Walczyłem z Incognito i tak się stało, że nasze starcie przenosiło się z miejsca na miejsce, a cierpiały przez to budynki. Dwa: Dlaczego? Bowiem Królowa winę za zniszczenia zwaliła na Mistrza i od teraz posiadłość jest w rękach rządu. Trzy: Zaatakowali cię, bo mają rozkaz pojmania nas wszystkich i ostatnie: Mistrz jest teraz w więzieniu i czeka na rozprawę - odpowiedział Nosferatu upijając łyk szkarłatnej cieczy z kielicha. Białowłosa kobieta popatrzyła na niego z niedowierzaniem, lecz potem przybrała kamienny wyraz twarzy.
- I nie masz nic więcej do powiedzenia? Co zamierzacie zrobić z tym fantem?
- Spokojnie, Elizje - mruknął wampir. - Mamy plan ratunkowy.
- Tak? To słucham, oświeć mnie - warknęła wiedźma.
- Walter ma dla nas fałszywe paszporty, ja załatwiłem transport a Victoria jakieś ciuchy i inne rzeczy - wyjaśnił nic więcej nie dodając.
- A w takim razie jak zamierzasz wyciągnąć Integral z więzienia, co? Oni sami jej nie wypuszczą... - przerwała na moment, a oczy jej zaszły mgłą. Podniesiona ręka, by uderzyć w blat stołu, zastygła w miejscu.
- Co się stało, panienko Elizje? - zakrzyknął Walter chcąc nią potrząsnąć, lecz wampir zablokował mu drogę.
- Nie. Oni... oni już postanowili - szepnęła tajemniczo, siadając ciężko na krześle. - Chcą ją ściąć - zakryła dłońmi twarz.
- Co!? - wykrzyknęli równocześnie Walter i Victoria. - Jak to ściąć?
- Gilotyna! Nie rozumiecie!? - warknęła wściekle Elizje.
- Nie. To nie może być prawda. Przecież panienka Integral nic takiego nie zrobiła, zawsze się starała i chroniła ten lud przed wampirami i innymi potworami. To po prostu akt barbarzyństwa - rzekł Walter ściskając kurczowo jakąś szmatkę.
- A kiedy? - zapytał spokojnie Alucard, jakby za nic mając wcześniejsze słowa wiedźmy.
- Jutro o północy - rzekła półszeptem, nie patrząc na nikogo z zebranych w kuchni. Po chwili wstała i udała się do łazienki. Zamknęła się na klucz i pozostała tam przez dłuższy czas. Potem wyszła nie odzywając się do nikogo.
- Wydostaniemy ją - powiedziała Victoria starając się na pocieszający ton głosu. Elizje popatrzyła na nią trochę groźnie, lecz potem jej wyraz oczu nieco zelżał i nawet lekko się uśmiechnęła do wampirzycy.
- O to się nie martwię - mruknęła białowłosa wiedźma. - Alucard masz jakiś plan?
- Skąd wiesz? Z resztą, nie ważne - prychnął. - Nie będzie ciebie przy  tym, bo nie mam zamiaru narażać twego zacnego tyłka. A jeśli się stąd ruszysz, to spotka cię kara - dodał uśmiechając się krzywo, ukazując kieł.
- Myślisz, że się ciebie boję, wampirze? - warknęła kobieta, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- Powinnaś - syknął i zniknął.

0 komentarze

Prolog


Było ciepłe lato, gdy na mieszkańców Londynu spadło wielkie zagrożenie w postaci pewnego nieśmiertelnego, zwącego siebie samego Incognito. Strach i panika zagościła w sercach wielu żołnierzy, zarówno tych wysłanych przez rząd Jej Królewskiej Mości, jak i tych od Hellsinga. Jedynie Alucard pozostawał niewzruszony. Kiedy zaczęli walczyć, budynek po budynku, magazyn po magazynie, legły w gruzach pochłaniając życie niewinnych ludzi.

- Sir Integral Fairbrooke Wingates Hellsing, pójdzie pani z nami - zakomunikował jeden ze zbliżających się do blondynki żołnierzy. Byli uzbrojeni po zęby i nie myśleli odejść nie wypełniając rozkazu. - Jest pani aresztowana - dodał patrząc, to na pozwaną, to na wampirzycę ją podtrzymującą.
- Nie pozwalam - warknęła Victoria, odsuwając swą szefową trochę za siebie i przyjmując pozycję obronną.
- Victoria! - Usłyszała wampirzyca z tyłu siebie. - Nie ma takiej potrzeby byś tu zginęła. Nie chcę tego. - Dodała Hellsing, przechodząc obok policjantki i poddając się żołnierzom.
- A co z tamtą zrobimy? - zapytał jeden z eskorty panny Hellsing.
- Nic, rozkazy są jasne. Aresztować pannę Hellsing, a w razie oporów, zabrać siłą - odpowiedział dowódca oddziału i wszyscy ruszyli do furgonetki. - Ma pani prawo do adwokata, jeśli takiego nie posiada, zostanie pani przydzielony z urzędu. Wszystko co od teraz zostanie powiedziane przez panią, zostanie użyte przeciw niej - powiedział zwracając się do swego więźnia. Kobieta pokiwała milcząco głową na znak, że rozumie i wsiadła do pojazdu. Po chwili odjechali we wiadomym im kierunku. Na placu boju pozostała zdezorientowana policjantka. Wkrótce do niej dołączył Walter i zapytał:
- Gdzie panienka Integral? Miałaś ją ochraniać.
- Zabrali ją - rzekła cicho wampirzyca.
- Kto? Gdzie? Kiedy? - wykrzyknął zdesperowanym głosem kamerdyner.
- Żołnierze. Mówili, że jest aresztowana i ją zabrali. Szefowa zabroniła mi z nimi walczyć i musiałam się odsunąć - zaszlochała, a Walter podszedł i ją przytulił. - A panienka Elizje? Co z nią Walterze. Przecież miały tylko siebie, Elizje nie mogła od tak zostawić sir Hellsing - jęczała przez szloch.
- Wszystko będzie dobrze - szepnął Walter poklepując wampirzycę po ramieniu. - Musimy się zbierać, bo i nas mogą aresztować - dodał i po chwili oboje oddalili się z miejsca pogorzeliska.
 
_________________________________________________________________________
 
Wiem, że krótko, ale to tak na początek. Myślę, że się spodoba. Ocenę pozostawiam wam, moi drodzy.
0 komentarze

Tak na początek, ORGANIZACYJNIE!!

czwartek, 2 stycznia 2014

Właśnie przeniosłam się z myloga. Tam byłam zbyt ograniczona i jakoś przestał mi się podobać. Pisałam opowiadanie o Hellsingu. Mam taką nadzieję, że ktoś tu będzie zaglądał. Dwa Rozdziały i Prolog przeniosę tutaj i resztę będę dodawała w trakcie.

Jedyna zasada będzie tu obowiązywać!! ZAKAZ KOPIOWANIA MOJEGO OPOWIADANIA!!!

Nie ściągam od nikogo, piszę tak jak mi się podoba. Czasem notki są krótkie, czasem nieco dłuższe. Ale wracając do samych rozdziałów. Muszę je sprawdzić. Bowiem, czytając to co pisałam na mylogu, aż szczęka mi opadła, zauważając błędy. Najpierw je poprawię, a potem dodam.

Mój nick się też zmienił, ale to pozostaje ta sama osóbka, czyli ja. Jeśli ktoś zechce czegoś więcej się o mnie dowiedzieć, bowiem sama nie lubię zbytnio rozprawiać o sobie, proszę pod TYM POSTEM zadawać pytania.