Rozdział pierwszy: Czy to już koniec?
Kilka dni po ataku Incognito.
Po
burzy zwykle nadchodzi piękny poranek, lecz nie dla mieszkańców
Londynu. Wszędzie słychać było jak nie jęki rozpaczy, to kwilenie sierot
i małych dzieci. Powoli i z mozołem wypisanym na twarzach, ludzie
odgarniali i zbierali resztki po ich pięknych domkach, meblach i tym, co
jeszcze mogli odrestaurować. Nikt tak na prawdę nie wiedział, co się
stało a zapytywane, o minione wydarzenia, władze milczały, co jeszcze
bardziej pogłębiło niechęć ludzi do rządu i Królowej. Rada Okrągłego
Stołu obarczyła winą za te straty jedną osobę, która teraz siedząc w
więzieniu, myślała rozpaczliwie o swym końcu.
- Jak mogło do tego dojść? Co poszło nie tak? Dlaczego musiało zginąć tylu z moich ludzi? - Integral myślami
zadawała sobie te pytania, siedząc na pryczy i patrząc jak dymek z
cygaretki unosi się w pomieszczeniu, by potem zmieszać się z powietrzem i
zniknąć. Nie myślała, że kiedykolwiek będzie sama zamknięta, że
potraktują ją w taki sposób, jakby była nikim, jakby stała się mordercą.
Przecież tak się starała, każda akcja była dopracowana w najmniejszych
szczegółach, nie miała ofiar w ludziach, pomijając incydent z braćmi
Valentine, gdzie wielu z jej straży zginęło. Taka teraz była zapłata za
wieloletnią ochronę kraju i jego mieszkańców przed wampirami, ghulami i
innymi potworami nocy. I jeszcze to czekanie na rozprawę, to właśnie ją
denerwowało. Wolała, by wydali wyrok i miałaby już spokój. A tu jest na
odwrót. "Tylko siedzieć i czekać." - Powiedziała sobie w duchu,
zaciągając się dymem.
W tym czasie w mieszkaniu Victorii Seras
przebywali wszyscy, którzy byli związani z Organizacją Hellsing. Troje
osób siedziało smętnie przy stole kuchennym i wpatrywało się w jego
wyblakły ze starości blat. Milczeli pogrążeni we własnych myślach,
błądząc na granicach jaźni.
- Nie - pierwszy odezwał się Walter. -
Nie będziemy tak siedzieć i nic nie robić. Musimy ją stamtąd wyrwać -
rzekł jakby chciał poruszyć niebo i ziemię, by pomóc swej pani.
-
Zgodzę się z tobą, kamerdynerze - warknął Alucard ignorując
zacietrzewienie starszego mężczyzny. - Potrzebujemy planu. Na sam
początek musisz załatwić nam fałszywe paszporty, uwzględniając w tym też Elizje, jeśli się pojawi w przeciągu dwóch dni, a zjawi się na pewno - Nosferatu zaczął omawiać szczegóły uwolnienia Integral.
- Skąd o tym wiesz Mistrzu? - zapytała Victoria przerywając mu w połowie kolejnego zdania.
-
Po prostu wiem to i nie przerywaj mi, policjantko - syknął i powrócił
do zaczętego wątku. - Ja zajmę się transportem, załatwię bilety i
pociąg. Reszta będzie należała do ciebie policjantko, a do pomocy
weźmiesz sobie właśnie Elizje. A teraz idę spać, nie lubię tego słońca -
dodał patrząc na przedpołudniowe promienie gwiazdy, jaśniejące z każdą
chwilą. Niedługo potem, Walter wyszedł na miasto a Victoria usiadła
przed telewizorem, gdzie spikerka omawiała stan strat i opinie wielu
ludzi na ten temat.
Dwa dni później, tak jak zapowiedział Alucard, w
kuchni z niemałym hałasem pojawiła się białowłosa wiedźma, ubrana w
płaszcz podróżny i lekko przylegający, lecz wygodny kostium o
ciemnoszarym kolorze. Na pół wysokich butach miała jeszcze
niezaschnięte błoto. Walter szybkim ruchem wpadł do pomieszczenia, by
sprawdzić co się stało. Widok siostry ciotecznej Integral miło go
zaskoczył. Podszedł do kobiety i mocno ją uściskał. Temu małemu
przedstawieniu z uczuciami w roli głównej przyglądali się Victoria i
Alucard.
- Witajcie. Wybaczcie, że tak długo nie dawałam znaku życia,
ale miałam poważne problemy u siebie. Teraz wszystko się unormowało.
Mam kilka pytań. Dlaczego Londyn wygląda jakby przeszedł po nim ogromny
huragan z trąbami powietrznymi? Czemu w posiadłości Inti pałętają się
obce oddziały? Czemu właśnie przez nie zostałam zaatakowana? Ostatnie i
najważniejsze: dlaczego nie ma tu Integral?
- To może ja odpowiem na
twoje pytania. Pierwsze: Walczyłem z Incognito i tak się stało, że nasze
starcie przenosiło się z miejsca na miejsce, a cierpiały przez to
budynki. Dwa: Dlaczego? Bowiem Królowa winę za zniszczenia zwaliła na
Mistrza i od teraz posiadłość jest w rękach rządu. Trzy: Zaatakowali
cię, bo mają rozkaz pojmania nas wszystkich i ostatnie: Mistrz jest
teraz w więzieniu i czeka na rozprawę - odpowiedział Nosferatu upijając
łyk szkarłatnej cieczy z kielicha. Białowłosa kobieta popatrzyła na
niego z niedowierzaniem, lecz potem przybrała kamienny wyraz twarzy.
- I nie masz nic więcej do powiedzenia? Co zamierzacie zrobić z tym fantem?
- Spokojnie, Elizje - mruknął wampir. - Mamy plan ratunkowy.
- Tak? To słucham, oświeć mnie - warknęła wiedźma.
-
Walter ma dla nas fałszywe paszporty, ja załatwiłem transport a
Victoria jakieś ciuchy i inne rzeczy - wyjaśnił nic więcej nie dodając.
-
A w takim razie jak zamierzasz wyciągnąć Integral z więzienia, co? Oni
sami jej nie wypuszczą... - przerwała na moment, a oczy jej zaszły mgłą.
Podniesiona ręka, by uderzyć w blat stołu, zastygła w miejscu.
- Co się stało, panienko Elizje? - zakrzyknął Walter chcąc nią potrząsnąć, lecz wampir zablokował mu drogę.
- Nie. Oni... oni już postanowili - szepnęła tajemniczo, siadając ciężko na krześle. - Chcą ją ściąć - zakryła dłońmi twarz.
- Co!? - wykrzyknęli równocześnie Walter i Victoria. - Jak to ściąć?
- Gilotyna! Nie rozumiecie!? - warknęła wściekle Elizje.
-
Nie. To nie może być prawda. Przecież panienka Integral nic takiego nie
zrobiła, zawsze się starała i chroniła ten lud przed wampirami i innymi
potworami. To po prostu akt barbarzyństwa - rzekł Walter ściskając
kurczowo jakąś szmatkę.
- A kiedy? - zapytał spokojnie Alucard, jakby za nic mając wcześniejsze słowa wiedźmy.
-
Jutro o północy - rzekła półszeptem, nie patrząc na nikogo z zebranych w
kuchni. Po chwili wstała i udała się do łazienki. Zamknęła się na klucz
i pozostała tam przez dłuższy czas. Potem wyszła nie odzywając się do
nikogo.
- Wydostaniemy ją - powiedziała Victoria starając się na
pocieszający ton głosu. Elizje popatrzyła na nią trochę groźnie, lecz
potem jej wyraz oczu nieco zelżał i nawet lekko się uśmiechnęła do
wampirzycy.
- O to się nie martwię - mruknęła białowłosa wiedźma. - Alucard masz jakiś plan?
-
Skąd wiesz? Z resztą, nie ważne - prychnął. - Nie będzie ciebie przy
tym, bo nie mam zamiaru narażać twego zacnego tyłka. A jeśli się stąd
ruszysz, to spotka cię kara - dodał uśmiechając się krzywo, ukazując
kieł.
- Myślisz, że się ciebie boję, wampirze? - warknęła kobieta, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- Powinnaś - syknął i zniknął.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz