1.

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział pierwszy: Czy to już koniec?

Kilka dni po ataku Incognito.

Po burzy zwykle nadchodzi piękny poranek, lecz nie dla mieszkańców Londynu. Wszędzie słychać było jak nie jęki rozpaczy, to kwilenie sierot i małych dzieci. Powoli i z mozołem wypisanym na twarzach, ludzie odgarniali i zbierali resztki po ich pięknych domkach, meblach i tym, co jeszcze mogli odrestaurować. Nikt tak na prawdę nie wiedział, co się stało a zapytywane, o minione wydarzenia, władze milczały, co jeszcze bardziej pogłębiło niechęć ludzi do rządu i Królowej. Rada Okrągłego Stołu obarczyła winą za te straty jedną osobę, która teraz siedząc w więzieniu, myślała rozpaczliwie o swym końcu.
- Jak mogło do tego dojść? Co poszło nie tak? Dlaczego musiało zginąć tylu z moich ludzi? -
Integral myślami zadawała sobie te pytania, siedząc na pryczy i patrząc jak dymek z cygaretki unosi się w pomieszczeniu, by potem zmieszać się z powietrzem i zniknąć. Nie myślała, że kiedykolwiek będzie sama zamknięta, że potraktują ją w taki sposób, jakby była nikim, jakby stała się mordercą. Przecież tak się starała, każda akcja była dopracowana w najmniejszych szczegółach, nie miała ofiar w ludziach, pomijając incydent z braćmi Valentine, gdzie wielu z jej straży zginęło. Taka teraz była zapłata za wieloletnią ochronę kraju i jego mieszkańców przed wampirami, ghulami i innymi potworami nocy. I jeszcze  to czekanie na rozprawę, to właśnie ją denerwowało. Wolała, by wydali wyrok i miałaby już spokój. A tu jest na odwrót. "Tylko siedzieć i czekać." - Powiedziała sobie w duchu, zaciągając się dymem.

W tym czasie w mieszkaniu Victorii Seras przebywali wszyscy, którzy byli związani z Organizacją Hellsing. Troje osób siedziało smętnie przy stole kuchennym i wpatrywało się w jego wyblakły ze starości blat. Milczeli pogrążeni we własnych myślach, błądząc na granicach jaźni.
- Nie - pierwszy odezwał się Walter. - Nie będziemy tak siedzieć i nic nie robić. Musimy ją stamtąd wyrwać - rzekł jakby chciał poruszyć niebo i ziemię, by pomóc swej pani.
- Zgodzę się z tobą, kamerdynerze - warknął Alucard ignorując zacietrzewienie starszego mężczyzny. - Potrzebujemy planu. Na sam początek musisz załatwić nam fałszywe paszporty, uwzględniając w tym
też Elizje, jeśli się pojawi w przeciągu dwóch dni, a zjawi się na pewno - Nosferatu zaczął omawiać szczegóły uwolnienia Integral.
- Skąd
o tym wiesz Mistrzu? - zapytała Victoria przerywając mu w połowie kolejnego zdania.
- Po prostu wiem to i nie przerywaj mi, policjantko - syknął i powrócił do zaczętego wątku. - Ja zajmę się transportem, załatwię bilety i pociąg. Reszta będzie należała do ciebie policjantko, a do pomocy weźmiesz sobie właśnie Elizje. A teraz idę spać, nie lubię tego słońca - dodał patrząc na przedpołudniowe promienie gwiazdy, jaśniejące z każdą chwilą. Niedługo potem, Walter wyszedł na miasto a Victoria usiadła przed telewizorem, gdzie spikerka omawiała stan strat i opinie wielu ludzi na ten temat. 
 

Dwa dni później, tak jak zapowiedział Alucard, w kuchni z niemałym hałasem pojawiła się białowłosa wiedźma, ubrana w płaszcz podróżny i lekko przylegający, lecz wygodny kostium o ciemnoszarym kolorze. Na pół wysokich butach miała jeszcze niezaschnięte błoto. Walter szybkim ruchem wpadł do pomieszczenia, by sprawdzić co się stało. Widok siostry ciotecznej Integral miło go zaskoczył. Podszedł do kobiety i mocno ją uściskał. Temu małemu przedstawieniu z uczuciami w roli głównej przyglądali się Victoria i Alucard.
- Witajcie. Wybaczcie, że tak długo nie dawałam znaku życia, ale miałam poważne problemy u siebie. Teraz wszystko się unormowało. Mam kilka pytań. Dlaczego Londyn wygląda jakby przeszedł po nim ogromny huragan z trąbami powietrznymi? Czemu w posiadłości Inti pałętają się obce oddziały? Czemu właśnie przez nie zostałam zaatakowana? Ostatnie i najważniejsze: dlaczego nie ma tu Integral?
- To może ja odpowiem na twoje pytania. Pierwsze: Walczyłem z Incognito i tak się stało, że nasze starcie przenosiło się z miejsca na miejsce, a cierpiały przez to budynki. Dwa: Dlaczego? Bowiem Królowa winę za zniszczenia zwaliła na Mistrza i od teraz posiadłość jest w rękach rządu. Trzy: Zaatakowali cię, bo mają rozkaz pojmania nas wszystkich i ostatnie: Mistrz jest teraz w więzieniu i czeka na rozprawę - odpowiedział Nosferatu upijając łyk szkarłatnej cieczy z kielicha. Białowłosa kobieta popatrzyła na niego z niedowierzaniem, lecz potem przybrała kamienny wyraz twarzy.
- I nie masz nic więcej do powiedzenia? Co zamierzacie zrobić z tym fantem?
- Spokojnie, Elizje - mruknął wampir. - Mamy plan ratunkowy.
- Tak? To słucham, oświeć mnie - warknęła wiedźma.
- Walter ma dla nas fałszywe paszporty, ja załatwiłem transport a Victoria jakieś ciuchy i inne rzeczy - wyjaśnił nic więcej nie dodając.
- A w takim razie jak zamierzasz wyciągnąć Integral z więzienia, co? Oni sami jej nie wypuszczą... - przerwała na moment, a oczy jej zaszły mgłą. Podniesiona ręka, by uderzyć w blat stołu, zastygła w miejscu.
- Co się stało, panienko Elizje? - zakrzyknął Walter chcąc nią potrząsnąć, lecz wampir zablokował mu drogę.
- Nie. Oni... oni już postanowili - szepnęła tajemniczo, siadając ciężko na krześle. - Chcą ją ściąć - zakryła dłońmi twarz.
- Co!? - wykrzyknęli równocześnie Walter i Victoria. - Jak to ściąć?
- Gilotyna! Nie rozumiecie!? - warknęła wściekle Elizje.
- Nie. To nie może być prawda. Przecież panienka Integral nic takiego nie zrobiła, zawsze się starała i chroniła ten lud przed wampirami i innymi potworami. To po prostu akt barbarzyństwa - rzekł Walter ściskając kurczowo jakąś szmatkę.
- A kiedy? - zapytał spokojnie Alucard, jakby za nic mając wcześniejsze słowa wiedźmy.
- Jutro o północy - rzekła półszeptem, nie patrząc na nikogo z zebranych w kuchni. Po chwili wstała i udała się do łazienki. Zamknęła się na klucz i pozostała tam przez dłuższy czas. Potem wyszła nie odzywając się do nikogo.
- Wydostaniemy ją - powiedziała Victoria starając się na pocieszający ton głosu. Elizje popatrzyła na nią trochę groźnie, lecz potem jej wyraz oczu nieco zelżał i nawet lekko się uśmiechnęła do wampirzycy.
- O to się nie martwię - mruknęła białowłosa wiedźma. - Alucard masz jakiś plan?
- Skąd wiesz? Z resztą, nie ważne - prychnął. - Nie będzie ciebie przy  tym, bo nie mam zamiaru narażać twego zacnego tyłka. A jeśli się stąd ruszysz, to spotka cię kara - dodał uśmiechając się krzywo, ukazując kieł.
- Myślisz, że się ciebie boję, wampirze? - warknęła kobieta, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- Powinnaś - syknął i zniknął.

0 komentarze:

Prześlij komentarz